Strażnicy Galaktyki czyli recenzja ich grzechów

Strażnicy Galaktyki czyli recenzja ich grzechów
5 (100%) 1 vote

Czy pamiętacie Rakowersum? Wiecie o śmierci Watchera? W najnowszym tomie Strażników Galaktyki te oba bardzo odległe wydarzenia będą miały wspólny mianownik. Dodatkowo powrót takich kultowych bohaterów jak szalony tytan Thanor oraz Nova (Richard Rider) no i oczywiście dalsze przygody Venoma, a raczej kosmicznego Agenta Venoma i jego problemów z symbiontem!

Kiedy siadam do kolejnych tomów serii podświadomie oczekuję czegoś nowego, lepszego bardziej intrygującego. Później natomiast przychodzi czas na recenzje i następuje porządna weryfikacja. Strażnicy Galaktyki należą do jednej z moich ulubionych grup superbohaterskich i mają pewnego rodzaju kredyt zaufania. I nie dlatego, że podobał mi się film. Znałem ich zanim trafili na srebrny ekran. Tym razem w moje ręce trafia 5 już tom z cyklu Marvel NOW!, który można śmiało podzielić na dwie części. Pierwsza, która wyjawia grzechy Star Lorda i druga, która odsłania nam kolejne karty związane z symbiontami.

50 na 50.

Dawno temu, po śmierci Drax, Petera Quill i Richard Rider trafili do przerażającego świata zwanego jako Rakowersum. Zostali uwięzieni razem z szalonym Thanosem. Jak to jednak możliwe, że dwaj strażnicy jak i ich przeciwnik wciąż żyją? A co z Richardem Rideram? Dlaczego Nova nie powrócił razem ze swoimi przyjaciółmi? Bolesna prawda wychodzi na jaw! Dodatkowo Flash Thompson zaczynam mieć coraz większe problemy z kontrolowaniem swojego symbionta. To oznacza tylko jedno – więcej kłopotów!

Brian Michael Bendis pokazuje, że nie warto zapominać o tajemnicach. Tym razem wraca do wydarzeń z Rakowersum i zagadek, które nie zostały wcześniej wyjaśnione. Po wybuchu oka Watchera (Grzech Pierworodny), wiele tajemnic zostało ujawnionych. Jedną z nich jest tajemniczy powrót do życia naszych strażników. W tym przypadku Star Lord ma pewnego rodzaju spowiedź i trzeba przyznać, że jest to zdecydowanie na plus. Taka forma wspominek, bardzo mi podopowiada. Dodatkowo Bendis bardzo dobrze prowadzi całą historię odkrywając powoli kolejne tajemnice związane z kosmiczną kostką. Jak wielki fan Richarda Ridera przyznam, że bardzo miło widzieć go po raz kolejny na łamach komiksu. Szkoda, że tylko na chwilę.

Druga część tego tomu wypada niestety dużo słabiej. Przynajmniej w moim mniemaniu z tego względu, że Agent Venom zupełnie nie jest w moim klimacie. Na domiar złego trafiamy na rodzinną planetę symbionta i tu następuje rozczarowanie. Grzeczne, łagodne symbiony niestety do mnie nie trafiają. Venom, którego pamiętam i lubię to jego pierwsze występy w Spiderze lub takie historie jak Maximum Carnage. Dlatego wole je pamiętać, a nie potulnego Venoma. W historii są również i pozytywy, jak przejęcie każdego członka załogi we władanie przez wściekłego symbionta. I to bawi, zwłaszcza w przypadku Rocketa. Ten szop ratuje wielokrotnie nawet słaby scenariusz.

Piękno nowych światów.

Za rysunki do tego tomu odpowiada głównie Ed McGuinness, którego polscy czytelnicy mogli już spotkać za sprawą serii Deadpool Classic. Ten utalentowany amerykański artysta od wielu lat dokłada swoje cegiełki w świecie Marvela. Brał on również udział w takich komiksach jak Nova: Geneza czy Poległy Syn: Śmierć Kapitana Ameryki. Oba trafiły do nas za sprawą Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Trzeba przyznać, że świetnie kreuje on kosmiczny świat strażników. W jego pracach nie brakuje dynamiki i wyrazistości. Jako doświadczony rysownik wie dokładnie jak kupić czytelnika lubiącego klasyczne superhero.

Powrót na właściwe tory.

Za wydanie komiksu w naszym kraju odpowiada jak w przypadku poprzednich tomów wydawnictwo Egmont. I jest to plus ponieważ dzięki temu za każdym razem mamy standardowe wydanie. Lakierowana okładka ze skrzydełkami na, których znajdują się informacje o autorach i zapowiedziach. W przypadku tych drugich powoli zaczyna brakować miejsca. Cóż może i dobrze, bo serii z Marvel NOW! jest n naszym rynku coraz więcej. Niestety, niektóre zmierzają już do końca, a szkoda. Jako dodatki tym razem również okładki alternatywne, a na grzbiecie tomu wizerunek Gamory.

Mówi się, że nie ocenia się książki po okładce. W przypadku komiksu często jest to jedna z rzeczy, które przede wszystkim przyciągają. Tu otrzymujemy Richarda Ridera i jeżeli mnie znacie lub czytaliście inne recenzje wiecie, że mam do niego słabość. Dzięki temu ten komiks zyskuje kolejny plus w moich oczach. Co do samej zawartości jest dobrze, lepiej niż poprzednio, jednak nie jest to do końca to czego oczekuje od Strażników Galaktyki. Owszem pierwsza opowieść z Rakowersum jest świetnym zabiegiem, jednak druga rozczarowuje. I to już nie chodzi o samego Venoma bo jego nowy design przypadła mi do gustu, ale psucie wyobrażenia symbiontów. Czy warto sięgnąć po ten tom? Owszem, warto. Zwłaszcza, że kolejny zapowiada się bardzo ciekawie.

Ocena: 7/10

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.