Prowincjonalny Noir czyli recenzja 2 tomu Odrodzenia

Prowincjonalny Noir czyli recenzja 2 tomu Odrodzenia

Dalsze losy powracających do życia zmarłych to temat, który zawsze był na pograniczy kiczu i dobrego smaku. W przypadku Odrodzenia jest to zdecydowanie ta druga opcja. Zwłaszcza, że drugi tom opowieści o małym miasteczku w Wisconsin otwiera nam nowe karty i stawia kolejne pytania na, które chcemy znaleźć odpowiedź. Czy życie ma sens, a odrodzenie to sprawka boga? A może to kara dla religijnych fanatyków?

Wydawnictwo Non Stop Comics udowodniło już że jest silnym graczem na rynku komiksowym. W styczniu postawili na kontynuacje i muszę przyznać, że bardzo mnie to cieszy. Odrodzenie odebrałem bardzo pozytywnie o czym możecie przeczytać tutaj. Pozostawiło masę dobrych wspomnień i pytań bez odpowiedzi, dlatego ze styczniowych nowości na początku sięgnąłem po drugi tom przygód sióstr Cypress. I przyznaję się, że pochłonąłem drugi tom błyskawicznie.

Życie to nie bajka.

Pewnego dnia w małym prowincjonalnym miasteczku w Wisconsin zmarli zaczynają powracać do życia. Detektyw Dana Cypress musi zmagać się nie tylko z rządową kwarantanną ale również z natrętnymi mediami oraz religijnymi fanatykami, którzy twierdzą, że odrodzenie to dar od Boga. Żywi muszą postawić się w nowej sytuacji, ponieważ wspólna koegzystencja z nieumarłymi nie jest łatwa. Dana staje na przeciw wyzwaniom, które przerosłyby każdego. Morderstwa, rządowe rozgrywki, dilerzy ludzkich narządów, a na domiar złego jej siostra z każdym dniem traci cząstkę własnego człowieczeństwa.

Nareszcie! Powrót na komiksu na który czekałem. Tim Seeley i Mike Norton to duet, który jestem w stanie kupować w ciemno. W swojej historii łączą nie tylko kryminał z fantastyką, ale również rodzinny dramat z horrorem. Tim dozuje nam historię odsłaniając kolejne karty małego miasteczka w którym wszyscy się znają. Jest to pewnego rodzaju zmora, ponieważ ciężko ukryć sekrety, a bezpieczeństwo nie jest do końca takie pewne. W drugim tomie kontynuowane są wątki z poprzedniej części, jednak dostajemy kolejne puzzle do układanki. Dowiadujemy się również, że zarówno burmistrz jak i szeryf Cypress nie są do końca czyści.

Coś co wyróżnia odrodzenie na tle innych komiksów o tej tematyce to nietuzinkowa galeria postaci, jak również nowatorskie podejście do tematu zombie. Seeley prowadzi czytelnika niczym Stephen King, wciągając w coraz to nowe zdarzenia. Drugi tom przybliża nam bardziej siostry Cypress i ich relacje, które starają się odbudować. Dodatkowo otrzymujemy nowe spojrzenie na każdą z nich. To co mi nie odpowiada w całej historii, to zjawa pałętająca się po lesie. Dodatkowo nawiązuje kontakt z synem Dany jednak jest to dla mnie troszeczkę naciągane. Owszem, pod koniec tomu dostajemy troszeczkę światła na to coś, jednak wg mnie jest to najsłabszy element jak na razie całej opowieści.

Bluza z aniołem śmierci.

Za warstwę graficzną odpowiada wcześniej wspomniany już Mike Norton. Przyznaje, że staje się powoli jego fanem i sięgam po inne jego prace takie jak Runaways czy Countdown to Final Crisis od DC Comics. Jego prace przesycają zimne barwy i czujemy niemal mróz czy padający śnieg na swoich plecach. Odejście od trykotowych przygód dobrze mu zrobiło, a dzięki pracy z Timem Seeleyem mógł troszeczkę poeksperymentować w zupełnie innych rejonach artystycznych. Widać, że ten duet dobrze się dogaduje, mogliśmy już to zobaczyć w pierwszym tomie. Teraz kontynuują swoją opowieść z jeszcze większą dozą emocji, które Norton świetnie przedstawia w swoich rysunkach.

Odrodzeni to nie Zombie!

Wydawnictwo Non Stop Comics po raz kolejny pokazuje, że dba o swoich czytelników. Kredowy papier i matowa okładka to standard do, którego zaczynają przyzwyczajać swoich czytelników. Owszem, może duża część osób nie zwróci na to uwagi, jednak każdy fan komiksów wie, że dobrze wydany komiks to dobrze wydane pieniądze. Zwłaszcza, że obecnie na polskim rynku komiksowym jest spore zamieszanie, głównie za sprawą DC i Marvela. Jednak warto poszerzać swoje horyzonty właśnie o takie pozycje jakie ma w swojej ofercie to młode wydawnictwo.

Życie ma sens to bardzo dobra kontynuacja, która stawia kolejne pytania przed czytelnikiem. Nie daje również prostych odpowiedzi, a wręcz przeciwnie zmusza czytelnika do analizowania i snucia kolejnych teorii. Podejście do tematu odrodzonych jest świeże i jak na razie nie męczy, ważne jest to, że nie jest to kolejny komiks o zombie. Tych mamy i mieliśmy już sporo na naszym rynku. Seeley i Norton świetnie się uzupełniają, dzięki czemu komiks się chłonie. W innym przypadku nie byłby wielokrotnie nominowany do różnych nagród. Szkoda, że maj jest tak daleko bo już się nie mogę doczekać kolejnego tomu!

Ocena: 8/10

Dziękuję Non Stop Comics za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

1 thought on “Prowincjonalny Noir czyli recenzja 2 tomu Odrodzenia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.