Nie z tego czasu czyli recenzja Spider-Man 2099

Nie z tego czasu czyli recenzja Spider-Man 2099
5 (100%) 1 vote

Podróżowanie w czasie to chyba najbardziej oklepany temat zarówno w książkach jak i komiksach. Wydawnictwo Marvel wiele lat temu stworzyło różnego rodzaju uniwersa, a jednym z nich jest rok 2099 w którym to Miguel O’Hara nosi miano Spider-Mana. Tym razem zostaje on uwięziony w teraźniejszości i stara się powrócić do swoich czasów. Brzmi klasycznie? Owszem, jednak pamiętajmy, że to Marvel i przygody pajęczaka, którego wszyscy kochają. Kontynuacja historii rozpoczętej w serii Superior Spider-Man!

Muszę przyznać, że lata 90 wprowadziły bardzo wielu interesujących bohaterów komiksowych. Zwłaszcza, dla młodego czytelnika zafascynowanego Spider-Manem, pojawianie się pająka z przyszłości było czymś niesamowitym. I tak było w moim przypadku kiedy pierwszy raz zobaczyłem na łamach komisu Miguela O’Harę czyli Spider-Mana 2099. Zakochany w kostiumie i wizji przyszłości odstawiłem przygody Parkera. Seria nie trwała długo, a design tego bohatera pozostał w świadomości wielu czytelników. Przez wiele lat pojawiał się gościnnie lub w różnego rodzaju mediach. Teraz przyszła pora aby Miguel powrócił i zamieszał w teraźniejszości.

z 2099 do 2014

W 2099 roku Miguel O’Hara otrzymuje pajęcze zdolności i rozpoczyna walkę ze złą korporacją Alchemax pracującą nad stworzeniem superżołnierza. Niedawno trafił do naszych czasów, gdzie firma zaczyna dopiero stawiać swoje pierwsze kroki. Dzięki temu może ocalić korupcji i deprawacji. Problem polega jednak na tym, że nie tylko Spider-Man 2099 chce walczyć o lepsze jutro. W wyniku dziwnego zbiegu wydarzeń trafia on razem ze swoim dziadkiem do kraju ogarniętego wojną domową. Musi się tam zmierzyć nie tylko z dyktatorem le i dawnym wrogiem Parkera. W oddali jednak czai się dużo groźniejszy wróg.

Pierwszy tom solowej serii Spider-Mana 2099 napisał Peter Davis. Autor miał do czynienia z She-Hulk, X-Factor czy komiksową Mroczną Wieżą -Stephena Kinga. Teraz zasiada za sterami zupełnie nowego projektu, który może kreować tak naprawdę od samego początku. Oczywiście jest to trochę błędne myślenie bo pierwszy tom możemy podzielić na dwie części. Pierwsza przedstawia próbę odnalezienia się Miguela w nowej rzeczywistości i uratowaniu duszy swojego dziadka. Druga część to wprowadzenie do Spiderversum, czyli dużego wydarzenia związanego z pajęczakami ze wszystkich uniwersum i alternatywnych rzeczywistości.

Początek wypada w miarę ok. Śledzimy losy Miguela O’Hary w nowej rzeczywistości gdzie pracuje jako pomocnik dla swojego dziadka w Alchemax. Dzięki tej pracy może mieć wpływ na przyszłość i znaleźć drogę do domu. Czyli jest klasycznie, mamy nowe loku, nowych przyjaciół i nowy konflikt. O ile sam O’Hara wypada bardzo dobrze, jest zupełnie innym bohaterem niż Parker. Dużo więcej w nim cynizmu i rozwagi. Ciekawym zabiegiem jest również wprowadzenie Skorpiona, w nieco odnowionym kombinezonie oraz innych bohaterów znanych już z uniwersum pająka. Dzięki czemu mamy tu nowego bohatera, nowe przygody ale w znanym nam rodzinnym podwórku. Druga połowa to jak wspomniałem wprowadzenie do dużego wydarzenia. Niestety odniosłem wrażenie, że tylko po to pojawiła się właśnie ta seria. Aby rozwinąć wątki Spiderversum, a nie dla nowego, dobrego komiksu.

Dwie wizje przyszłości.

Jako, że tak naprawdę w pierwszym tomie mamy dwie opowieści, musiało być również dwóch rysowników. Will Sliney to Irlandczyk, który zadebiutował dopiero w 2009 roku i zyskał dużą popularność na zielonej wyspie. Marvel to szybko zauważył i dał serię Fearless Defenders pod jego skrzydła. W przypadku Spider-Mana 2099 jego prace bardzo mi odpowiadają. Sliney dba o realizm w swoich rysunkach, a cieniowanie jest po prostu piękne. Zwłaszcza w przypadku kiedy Miguel ubiera swój pajęczy kostium. Drugi autor tej opowieści to Rick Leonardi, który związał się z Marvelem już w 1980 roku. Niestety pomimo dużego doświadczenia, jego prace do mnie nie przemawiają. Bohaterowie są po prostu brzydcy. Zwłaszcza jeżeli chodzi o twarze kobiece. W przypadku trykociarzy jest ok, wszelkiego rodzaju maski pasują do jego stylu, jednak ogólnie jest słabo.

Nowy pająk w mieście!

Jeżeli chodzi o komiksy wydawnictwa Marvel to w naszym kraju odpowiada nie kto inny jak Egmont. Od wielu lat zasypuje nas różnymi tytułami, które czasem są dobre, a czasem nie. Ważne jest jednak to, że jeżeli chodzi o warstwę wydawniczą jest to pewnego rodzaju standard. Lakierowana okładka ze skrzydełkami na, których mamy informacje o autorach i innych seriach. W standardzie jako dodatek galeria okładek, w tym kilku alternatywnych oraz reklama serii Amazing Spider-Man. Czyli nakierowanie co powinniśmy czytać jeżeli chcemy poznać dalsze losy Miguela O’Hary. Na grzbiecie, klasycznie numer i wizerunek głównego bohatera.

Nie z tego czasu to pozycja, którą fani Spider-Mana pochłoną bardzo szybko. Zwłaszcza, że Miguel O’Hara kreowany jest pomiędzy Parkerem a Superiorem. Przynajmniej, jeżeli chodzi o jego zachowanie. Na plus wypadają zdecydowanie rysunki Willa Slineya. Dlatego na pewno sięgnę po kolejny tom. Co prawda jest już on związany całkowicie ze Spiderversum. Nowy czytelnik, może być trochę zagubiony, zwłaszcza, że trzeba mieć niejako sporą wiedzę odnośnie poprzednich serii. Komiks trzeba traktować jako uzupełnienie do dużego eventu, bo sam w sobie nie jest rewelacyjny. Niestety, jest potencjał ale nie wykorzystany w pełni. Szkoda.

Ocena: 6/10

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.