Jestem Bane! czyli Batman wraca w dobrym stylu!

Jestem Bane! czyli Batman wraca w dobrym stylu!
5 (100%) 3 votes

Czas na starcie tytanów. Batman vs. Bane. Człowiek, który złamał nietoperza przed restartem uniwersum, sam został przez niego okaleczony. Teraz przybywa do Gotham aby zniszczyć wszystko co kocha nietoperz. Samotny Mroczny Rycerz musi stawić mu czoła, ponieważ uważa to za sprawę osobistą i nawet pomoc najwierniejszych przyjaciół jest przez niego odrzucana. Czy Batman wyjdzie z tego starcia cało?

Kolejny miesiąc i kolejne nowości od wydawnictwa Egmont. Musiał wreszcie przyjść czas na kontynuacje przygód mrocznego obrońcy Gotham. W trzecim tomie zatytułowanym Batman: Jestem Bane!, dochodzi do kulminacyjnego starcia pomiędzy Mrocznym Rycerzem a zwolennikiem jadu Banem. Po dwóch pierwszych tomach Toma Kinga nie wróżyłem sukcesu tej serii i nie planowałem do niej wracać. No ale jest to Batman, dlatego do trzech razy sztuka. Teraz ciesze się, że dałem mu szansę. Dlaczego? Przekonacie się już za chwilę.

Jestem …

Batman mierzył się już z żartami, zagadkami, kotami, pingwinami, strachami, roślinami czy kukłami. Teraz nastała Zguba. Oto Bane. Niedawno Batman wraz z kilkoma towarzyszami pojawił się na jego wyspie i nie dość, że zwyciężył starcie, to uszkodził mu kręgosłup. Teraz czas na rewanż. Bane zjawia się w Gotham City, żeby pokonać nietoperza raz na zawsze. na początku pragnie jednak zniszczyć wszystkich, których Mroczny Rycerz kochał lub nienawidził.

W świecie komiksowym zawsze jest ciężko podnieść się po restartach czy zmianach w uniwersum. Od wprowadzenia przez DC Comics Rebirth, Batman niestety nie radził sobie dobrze. Pomimo Tom King naprawdę się starał. Batman jako ikoniczny bohater popkultury zdecydowanie powinien mieć najlepszych scenarzystów i pierwsze miejsca na listach sprzedażowych. W trzecim tomie, Batman musi się zmierzyć z Banem na swoim terenie. Teoretycznie z myśliwego zmienia się w zwierzynę. Tom King prowadzi swoją historię wykorzystując wykorzystując dawne motywy i bohaterów. Pojawia się tu między innymi Bird, pomagier Bane’a i istotna postać z serii Knightfall. Co prawda ma tu minimalną rolę, ale takie wstawki cieszą fanów.Batman - tom 3 - recenzja

Tom King zestawia ze sobą życiorysy głównych bohaterów, dzięki temu widzimy, że są ona bardzo podobne. Na duży plus wypada również narracja całej opowieści. Momentami jest tego więcej niż dialagów, co dodatkowo buduje klimat. Pomysł na wykorzystanie zbiegów z Arkham jako przeszkody dla Bane’a pokazuje nam Batmana z zupełnie innej strony. Zwłaszcza, że Riddler wspomina o pewnym wydarzeniu, o którym będziemy mogli przeczytać w kolejnym tomie. King potrafi zaskoczyć czytelnika, zwłaszcza zawiłościami historii, która przez pierwsze dwa tomy wydają się słabą opowieścią. Nareszcie dostajemy coś w co czytelnik ma ochotę się zagłębić. Warto również dodać, że ten tom tak naprawdę zamyka nam jak na razie pewien rozdział życia Batmana, a zarazem otwiera kolejny.

Mroczne, deszczowe Gotham.

Warstwa graficzna znowu należy w głównej mierze do Davida Fincha, który od jakiegoś czasu zajmuje się tytułami z mrocznym rycerzem. Finch to specjalista jeżeli chodzi o typowy nurt rysunków superbohaterskich. Jego prace są bardzo dynamiczne, a bohaterowie wyraziści. Bardzo dobrze operuje ciemnymi barwami, dzięki temu Gotham jest naprawdę mroczne. Bane w jego wykonaniu jest gigantyczny, ale świetnie sobie radzi również z resztą mieszkańców Arkham. No i nie zapominajmy o tytułowym bohaterze. Batman w jego wykonaniu jest bardzo unikatowy, ponieważ nie stara się go dopasować do żadnego z aktorów odgrywających jego rolę, co niestety zdarzało się w przypadku innych rysowników. W tym tomie znajdziemy również dwie mniejsze historie z rysunkami Dannego Mika oraz Jordie Bellaire. Prezentują zupełnie inny styl niż Finch, co jest ciekawym dodatkiem dla całego albumu.

Czyżby koniec?

Za wydanie komiksu w naszym kraju odpowiada tak jak poprzednio Egmont. Trzeba przyznać, że ten potentat, jeżeli chodzi o komiksy DC i Marvel nie ma sobie równych. Dobrym rozwiązaniem jest zmiana formatu wydawania Rebirth. Mniejsze komiksy w miękkiej okładce ze skrzydełkami to zdecydowany plus. Zwłaszcza, że mieści się ich więcej na półce. Batman jestem Bane, zawiera również dwie dodatkowe, mniejsze opowieści. Jedną typowo kryminalną z Swamp Thingiem, a drugą z Psem. I ta druga wypada dużo lepiej. Przecież to Bat-Pies. Tym razem w galerii okładek pustki, tylko trzy grafiki. Ale za to jest co czytać, chociażby wspomniane wcześniej opowieści.

Batman nareszcie wychodzi na prostą. Do trzech razy sztuka, tym razem zadziałało. Po dwóch pierwszych tomach, które nie były zbyt dobre, przyszedł czas na dobre podsumowanie. Tom King wraca do klasyki, o której wspominałem. Dobrze jest widzieć Bane’a w takim wydaniu jakiego znamy. Napakowany olbrzym w masce i pod wpływem jadu. Po przeczytaniu tego tomu docenia się poprzednie. Z jednej strony jest to dobre. Nie wszyscy jednak dotrą do tego tomu i pożegnają się z tym tytułem po pierwszym czy drugim tomie. Pomimo tego, że jest to Batman. Cieszę się, że dałem mu szansę. Czekam na kolejny tom, który już jest zapowiedziany, zwłaszcza, że będzie to starcie Jokera z Riddlerem!

Ocena: 7/10

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.