Ostatni Lot Gwiezdnego Niszczyciela

ostatnilot01

Po komiksach poświęconych mrocznemu lordowi oraz nowemu rebelianckiemu herosowi czas powrócić do głównej serii komiksowej związanej z Gwiezdnymi Wojnami. Tym razem w Star Wars Komiks otrzymujemy dwie historie pisane przez tego samego autora, jedna krótsza rozgrywająca się na Tatooine. Druga dłuższa, która kontynuuje główny wątek Luke’a, Hana i Leii.

Tuż przed samymi wakacjami trafia w nasze ręce kolejny komiks z uniwersum Gwiezdnych Wojen zatytułowany: Ostatni Lot Gwiezdnego Niszczyciela. Jedni cieszą się z powrotu do głównej serii i bohaterów klasycznej trylogii, inni niestety mniej. Po przejęciu praw do marki Star Wars przez Marvela, a tym samym komiksów, autorzy mają pełne pole do popisu. Jason Aaron scenarzysta, który odpowiada za całą serię stara się wprowadzić nowych czytelników jak i usatysfakcjonować starsze pokolenie fanów. Niestety średnio mu to wychodzi, chociaż trafiają się perełki.

Kradniemy Niszczyciel?

Siły Rebeliantów rozprzestrzeniają się niczym zaraz po całej galaktyce, a ich likwidacja jest decydująca dla utrzymania porządku przez Imperium. Do najważniejszych misji należy wybierać odpowiedni zespół. Imperium na takie okazja ma swoją elitarną grupę szturmowców w, której każdy z członków jest specjalistą w swojej dziedzinie. Na jej czele stoi bezwzględny sierżant Krell. Niegdyś był znany jako Mistrz Igrzysk, obecnie odpowiada tylko i wyłącznie przed Dathem Vaderem. Luke Skywalker miał już okazje poznać Krella i nie skończyło się to zbyt dobrze, a młody pilot razem ze swoimi przyjaciółmi co i rusz uprzykrza życie Imperium.

Krell i jego oddział.
Krell i jego oddział.

Tym razem zacznę od dłuższej historii ponieważ to ona jest kluczowa w tym numerze Star Wars Komiks. Ostatni Lot Gwiezdnego Niszczyciela tak naprawdę można podzielić na dwie mniejsze historie. Pierwsza z nich wprowadza nas w opowieść o Imperialnym oddziale specjalnym dowodzonym przez Krella. Trzeba przyznać, że pomysł jest ciekawy a wygląd bohaterów interesujący. Już na pierwszy rzut oka widać, który z członków drużyny za co odpowiada. Wariacje klasycznej zbroi szturmowca pojawiały się już w innych komiksach, jednak tym razem pomimo początkowej niechęci z mojej strony uważam to za ciekawy pomysł. Owszem trzeba przyznać, że wzorowani są na amerykańskich oddziałach specjalnych obwieszonych wszelkiej maści broną, gadżetami i innymi ustrojstwami. W tym wszystkim zachowują oni klasyczny wygląd i to ich ratuje.

Trio z klasycznej trylogii.

Druga część głównej opowieści, która później przeplata się z pierwszą to przygody Luke’a, Hana i Księżniczki Leii. Aby dostarczyć zapasy na okupowaną planetę nasi bohaterowie zdobywają się na awykonalny plan. Chcą ukraść Gwiezdny Niszczyciel. Oczywiście gdyby miał się tego podjąć ktoś inny, dowództwo Rebelii nie zgodziło by się na tak ryzykowny plan. Nie było by też opowieści gdyby ten plan się nie ziścił. Wszystko jednak na swoje konsekwencje a młody pilot, który wysadził Gwiazdę Śmierci jest nadal priorytetem na liście Vadera.

Stay on target!
Stay on target!

Historię przedstawioną przez Jasona Aaron czyta się podobnie jak ogląda serial do obidu. Obecnie jest on weteranem jeżeli chodzi o pisanie scenariuszy komiksowych w nowym kanonie Gwiezdnych Wojen. Owszem, czasami zupełnie nie trafia w klimat, niestety Ostatni Lot wyszedł mu średnio. Na plus są dialogi oraz relacje pomiędzy poszczególnymi bohaterami, które można porównać do tych z klasycznej trylogii. Zwłaszcza Hana Solo z Księżniczką Leią. Za rysunki odpowiada Jorge Molina, młody meksykanin, który debiutuje w tym uniwersum. Jego prace można zobaczyć w takich tytułach jak X-Men, Avengers czy A-Force. Może nie są to mistrzowskie rysunki, jednak nie przeszkadzają aż tak bardzo w odbiorze. O ile szturmowcy czy statki kosmiczne wychodzą mu dobrze, problem pojawia się w twarzach bohaterów. Niestety trzeba przyznać, że są one po prostu brzydkie. Zwłaszcza jeżeli chodzi o Hana Solo. Zupełnie nie przypomina on Harrisona Forda. Plusem natomiast są dynamiczne kadry walk w przestrzeni kosmicznej. Zdecydowanie ratuje to wizualną stronę opowieści.

Stary człowiek i pustynia.

Natomiast pierwsza z historii przenosi nas po raz kolejny na Tatooine, gdzie Obi-Wan Kenobi stara się zapewnić opiekę nad młodym Skywalkerem. Oczywiście próbuje nie ingerować w życie młodego farmera i nie powodować konfliktów z jego wujem. Niestety po niedawnym spotkaniu z gangsterem Jabbą, wygnany mistrz musi stawić czoła konsekwencją swoich czynów. Owen Lars staje się zakładnikiem w rozgrywce pomiędzy Wookiem a mistrzem Jedi. Kto zwycięży w tym starciu? I jaką rolę w tym wszystkim odegra młody Skywalker?

Stary Ben Kenobi.
Stary Ben Kenobi.

Za scenariusz odpowiada wspomniany wcześniej Jason Aaron, który trzeba przyznać ma pomysł na krótkie opowieści rozgrywające się na Tatooine. Historia kontynuuje wątek rozpoczęty w poprzedniej opowieści o Kenobim i co ciekawe kończy pewnie na jakiś czas. Ben jako wygnany Jedi to świetny materiał na komiks. Jest to pusta kartka, która aż się prosi o jej wypełnienie. Wielu fanów wprost marzy o tym aby dowiedzieć co się z nim działo pomiędzy trzecim a czwartym epizodem. Niestety scenariusz Aarona nie jest najlepszy, poza kilkoma sytuacjami. Owszem stara się przedstawić dystans pomiędzy Benem a Larsem, jednak główny temat na którym powinien skupiać się ten komiks spada na dalszy plan. Jedyną rzeczą, którą możemy się dowiedzieć po lekturze tego komiksu to to, że Luke jest świetnym pilotem od najmłodszych lat (o czym wiemy z filmów).

Rysunki to dzieło Mikea Mayhewa, który rewelacyjnie wykonał swoją prace. Zarówno bohaterowie jak i krajobraz to małe dzieła sztuki. To jest komiks, który chce się oglądać. Zwłaszcza fenomenalne wrażenie robi postać Bena Kenobiego i młodego Skywalkera. Ciekawostką jest to, że Mike Mayhew sam koloruje swoje prace. Dzięki temu ma on piecze nad całym projektem swojego autorstwa.

To jeszcze nie koniec!

Dobrze jest wrócić do głównej serii Star Wars po przerwie jakie zafundowało nam wydawnictwo Egmont, poprzez wydanie innych opowieści. Można jednako odnieść wrażenie, że Marvel do pewnego czasu ma problem zarówno ze scenarzystami jak i niektórymi rysownikami. Poprzez wydawanie taki wielu tytułów o superbohaterach plus Gwiezdne Wojny poziom musi spadać. Momentami widać zmęczenie materiału zwłaszcza u Aarona, który nie tylko odkrywa nam kolejne karty gwiezdnych opowieści. Cieszy jednak to, że wydawnictwo Egmont prężnie działa i obecnie jesteśmy już prawie, prawie na równi z amerykańskimi wydaniami. Oby tak dalej. Czy warto przeczytać Ostatni Lot Gwiezdnego Niszczyciela? Jeżeli jesteś fanem, owszem, przecież to są Gwiezdne Wojny!

Ocena: 5/10ostatnilot02

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

5 myśli na temat “Ostatni Lot Gwiezdnego Niszczyciela

  1. Oddział specjalny szturmowców od razu wydał mi się świetnym podkładem do gry. Każdy jego członek jest na tyle odrębnie wyspecjalizowany i zdaje się mieć swój charakter, że na tej bazie można zbudować ciekawą historię.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *