Strażnicy w rozsypce

straznicy00

Dzięki fenomenalnym dwóm częściom filmów o Strażnikach Galaktyki sprzedaż komiksów jak i tytułów pod tym szyldem rozrosła się jak ciasto drożdżowe. Jednym z takich tytułów wydanych podczas akcji Marvel NOW! są Strażnicy Galaktyki, którego zespół różni się od pierwotnego i filmowego składu. Jak ich przygody wyglądają w komiksie? Dowiecie się z poniższej recenzji.

Niestety jak to czasem bywa z pewnymi historiami trafiają się gnioty. Tym razem padło na Strażników Galaktyki. Pomimo mojej wielkiej sympatii do Star-Lorda, Gamory i Rocketa, czwarty tom zatytułowany Strażnicy w Rozsypce to naprawdę bardzo słaby komiks. Czy jest to problem z bohaterami? – Owszem. Historią? – jak najbardziej. Brakiem pomysłu na cały tom? – zdecydowanie. Mam nadzieję, że nie odstraszyłem was tym początkiem i przeczytacie, dlaczego po trzech dobrych tomach przyszedł czas na gniot.

Rozsypka totalna.

Strażnicy wpadli w kłopoty. Nie dość, że są ścigani w całej galaktyce to jeszcze znika ich ukochany lider Star-Lord. Później kolejni członkowie zespołu trafiają w niecne łapy swoich wrogów. Każdy z nich pozostaje sam na placu boju ze swoimi oprawcami. Dodatkowo na horyzoncie pojawiają się nowi rekruci, którzy planują zasilić szeregi kosmicznych Avengers – Agent Vanom i Kapitan Marvel. Zanim jednak staną się pełnoprawnymi członkami drużyny wszyscy będą musieli stawić czoła nieoczekiwanemu zagrożeniu, które może doprowadzić do końca drużyny. Czy bez swojego lidera drużyna przeciwności losu?straznicy_04

Pomimo tego, że drużyna traci z oczu Star-Lorda, czytelnik dalej śledzi jego losy. Oczywiście za jego porwaniem stoi nie kto inny jak jego ojciec, który cały czas pragnie zmusić go do przyjęcia swojego dziedzictwa. Za historię odpowiada Brian Michael Bendis, obecnie jeden z najpopularniejszych amerykańskich scenarzystów komiksowych. I tu następuje pytanie: Panie Bendis dlaczego? Opowieść jest bardzo, ale to bardzo słaba. Fabuły praktycznie brak, relacji pomiędzy poszczególnymi członkami drużyny – brak, zagrożenia lub większego problemu – brak. Jak bardzo lubię Bendisa i poleciłbym każdemu w ciemno komiksy z jego scenariuszem to tym razem się strasznie zawiodłem. Wiadomo, że nie zawsze może wszystko być super i zdarzają się potknięcia, jednak czwarty tom wypada blado na tle poprzednich przygód Strażników Galaktyki.straznicy_03

Oprócz głównej historii znajdziemy w tym tomie również cztery mini opowieści. Pierwsza dotyczy uwielbianego przez wszystkich Groota, druga pokazuje walkę pierwszych Strażników Galaktyki z przyszłości, a dwie ostatnie to solowe przygody wprowadzające nowych rekrutów Kapitan Marvel oraz Agenta Venoma. Najlepiej w tym zestawieniu wypada Carol Danvers w roli Kapitan Marvel. Jej opowieść jest interesująca zarówno pod względem fabularnym jak i graficznym. Wiadomo, że wiele osób postawi jednak na przygody drzewiastego strażnika, jednak tym razem moja słabość do blondynek wygrywa, dlatego stawiam na Kapitan Marvel.

Kosmiczny miszmasz.

Jak to zwykle bywa w przypadku kilku scenarzystów i kilku historii w jednym tomie otrzymujemy pełną gamę różnorakich rysowników i stylów. Do głównej opowieści rysunkami zajął się kanadyjczyk Nick Brandshaw, jednak nie do końca jest to prawdą. Towarzyszy mu przy tym pięciu innych artystów o zróżnicowanym stylu. Czasami przejścia pomiędzy rysownikami są bardzo ładne, a czasami otwieramy szeroko oczy i zastanawiamy się Dlaczego mi to zrobili? Ciężko jest ocenić ten tom graficznie bo rzesza stylów i rysowników jest tak duża, że płynie niczym rwący potok zabierając nas w kolejne zatoczki. Część przypadła mi do gustu, inne nie. Najbardziej zachwyciły mnie prace Paulo Siqueira, który wziął na warsztat przygody Kapitan Marvel o których pisałem wcześniej.

Czas się zbierać.

Polskie wydanie to już standard jeżeli chodzi o Wydawnictwo Egmont. Twardsza lakierowana okładkę ze skrzydełkami na których otrzymujemy informacje o twórcach komiksu i zapowiedziach następnych komiksów. W ramach dodatków jak zwykle przegląd okładek alternatywnych oraz mały artykuł przybliżający postać Kapitan Marvel. Warto również wspomnieć o nowej formie reklamy jaką stosuje Egmont. Na jednej ze stron mamy okładki wszystkich dotychczas wydanych tomów i crossoverów zdanej serii. Na grzbiet trafia tym razem wizerunek Star-Lorda.straznicy_02

Strażnicy w rozsypce to naprawdę słaby komiks. Niestety czuję duże, ale to bardzo duże rozczarowanie. Historia nijaka, a żeby w pełni cieszyć się tym tomem trzeba niestety znać przynajmniej szczątkowe informacje z Procesu Jean Grey. Dodatkowo do drużyny zostaje wcielony Agent Venom. Niestety, ale ja tego bohatera po prostu nie trawie. Przebolałem go już w składzie Thunderbolts, jednak teraz trafiam na niego po raz kolejny i nie jestem z tego powodu szczęśliwy. Ogólnie rzecz biorąc można sobie darować czytanie tego komiksu chyba, że jest się wiernym fanem serii i Strażników Galaktyki.

Ocena: 3/10

straznicy_01

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

9 myśli na temat “Strażnicy w rozsypce

  1. Nie czytuję komiksów, natomiast domyślam się, w czym leży największy problem tego komiksu. Twórcy mają często tendencję do nadmiernego komplikowanie historii na pewnym etapie i wprowadzanie innowacji, które okazują się być bardzo męczące. Widuję to w serialach właśnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *