Nadzieja umiera ostatnia czyli recenzja Głębia tom 1

Kiedy zbliża się się niebezpieczeństwo naturalnym zachowaniem ludzi jest poszukiwanie sposobu aby przeżyć. Przeważnie jest to kosmos i ucieczka w przestrzeń. Rick Remender doszedł do innego wniosku. Wysłał ludzi w mroczne bezdenne odmęty oceanu. W tym klaustrofobicznych świecie ciężko mieć jakąkolwiek pozytywne emocje. Są jednak serca w, których tli się nadzieja na lepsze życie i ucieczkę z tego wyniszczającego świata.

Kolejną pozycją od wydawnictwa Non Stop Comics jest Głębia. Bardzo interesująca wizja postapokaliptycznego świata, w którym nie ma nadziei. Muszę przyznać, że moje pierwsze odczucia były bardzo mieszane, jednak zagłębiając się coraz bardziej w historię utonąłem w niej. Czy jest to kolejny komiks o podwodnej utopii? Zdecydowanie – Nie. Głębia to komiks obok, którego nie da się przejść obojętnie. Dlaczego?  Przekonacie się już niebawem!

Iluzja nadziei.

Tysiące lat temu ludzie postanowili uciec z powierzchni Ziemi w teoretycznie bezpieczną głębię mrocznego oceanu. Ukryci przed promieniowaniem bezlitosnego Słońca próbowali przeciwstawić się nieuniknionej zagładzie i wymarciu własnego gatunku. Wysłali w przestrzeń kosmiczną sondy, które miały za zadanie znaleźć wśród gwiazd nowej planety, którą nazwą domem. Wiele pokoleń później jedna rodzina postanawia wyruszyć aby sprawdzić jedną sondę, która powróciła. Niestety podróż nie będzie łatwa, a wyścig o ocalenie rasy ludzkiej został rozpoczęty.

Rick Remender stworzył historię o ostatnich godzinach ludzkości w świecie bez nadziei. Zimna i mroczna głębia oceanu to świetne miejsce na tak pesymistyczną historię. Nie ma co się oszukiwać, cała opowieść jest dołująca, nawet kiedy pojawia się pozytywna iskierka, wpada ona w mroczny wir, który ją tłumi. Główna bohaterka – Stel Caine jest jedyną osobą, która napawa optymizmem innych. Jest to jej zaletą jak i co się później okazuje przekleństwem. Już na samym początku troci nie tylko rodzinę, ale i godność. Dąży do celu, którym ma być lepsze jutro nie dla niej, ale dla rasy ludzkiej, która jest już zepsuta i zdeprawowana do szpiku kości. Stawia na szali wszystko co jej pozostało bo nadal ma nadzieję. Jak się okazuje – warto. Jej córki żyją, ale to już nie te same małe dziewczynki, które zostały porwane kilkanaście lat temu.

Głębia jest jednocześnie piękna i piekielnie depresyjna. Dzięki temu zagłębiając się w kolejne strony czujemy się przytłoczeni razem z Stel Caine. Historia jest smutna, tego nie da się zaprzeczyć. Remender znany z Black Science czy Deadly Class pokazuje zupełnie inną stronę swojego pisarstwa. Salus to nie utopijna Atlantyda, daleko jej do podwodnego miasta znanego z legend czy DC Comics. To nie jest kolejna wersja Wodnego Świata. Rick Remender ma zdecydowanie szerszą i odważniejszą wizję. Pokazuje, że najgorszymi potworami w głębi oceanu nie są morskie potwory zwane lewiatanami ale ludzie. Autor doskonale wykorzystuje nieokreśloną przyszłość do kreowania apokaliptycznego świata. Rozbija w drobny mak zasady moralne każdego osobnika na rzecz dekadencji.

Salus bez Aquamena i Namora.

Greg Tocchini znany z Last Days of American Crime czy Uncanny X-Force to wizjoner, którego styl jest unikatowy i nieporównywalny. Jak ja bardzo bym chciał zobaczyć w jego wykonaniu ilustracje do przygód Namora czy Aquamena. Kolory są intensywne, żywe i piękne. Tworzy zjawiskowy krajobraz podwodnego świata, który jest dynamiczny i zjawiskowy. Co ciekawe głównymi barwami jakie spotkamy to czerwień, żółć i zieleń. Jest to duże zaskoczenie dla czytelnika. To za sprawą Marianne Gusmao, która świetnie bawi się kontrastami. Warto również nadmienić o morskich stworach i hybrydach żyjących w podwodnych miastach. To kolejny pozytywny aspekt wizjonerskiego stylu Tocchiniego. Niestety, jeżeli chodzi o rysunki nie trafią one do każdego. Na dłuższą metę mogą męczyć czytelnika lub odrzucić na samym wstępie, jednak warto zapoznać się z całą opowieścią.

Mroczny sukces ?

Kiedy na naszym rynku pojawiło się wydawnictwo Non Stop Comics, wiele osób nie wróżyło dużego sukcesu. Jak to miło, że te osoby się pomyliły. Właśnie dzięki takim tytułom jak Głębia czy Rat Queens nowe wydawnictwo na stałe zagościło nie tylko na mojej półce, ale i wielu czytelników w naszym kraju. Nisza w którą trafili jest idealna, zwłaszcza, że Image Comics ma wiele tytułów na, które wprost się czeka. Wielu się ze mną zgodzi, że kiedy pojawi się informacja, że wraca Spawn, pieniądze nie będą grały roli. Non Stop Comics szanuje czytelnika co widać nie tylko w wydaniu komiksu, ale i tłumaczeniu. Nie ma tu miejsca na błędy. Słucha uwag swoich konsumentów. Brawo! Niech inni się uczą.

Głębia to skomplikowany pesymistyczny świat, który pokazuje, że człowiek sam dąży do autodestrukcji. Duet Remender i Tocchini po raz kolejny tworzą unikatowy świat w którym czytelnik się zatraca, pomimo negatywnego wydźwięku. Ich opowieść to świetne połączenie stylu SF i postapo. Może ta wizja przyszłości nie jest tak bardzo realna, ale pokazuje emocje i pierwotne instynkty każdego z nas. Zachowania jakie napędzają człowieka w najtrudniejszych sytuacjach. Zdecydowanie jest to pozycja dla starszego czytelnika. Nie daje ona odpowiedzi wyłożonych na srebrnej tacy, co ma swoje duże plusy. Cieszy mnie również, że Non Stop Comics planuje wydanie kolejnych dwóch tomów już w 2018 roku. Zdecydowanie – czekam!

Ocena: 8/10

Komiks do nabycia na stronie wydawnictwa Non Stop Comics.

4 thoughts on “Nadzieja umiera ostatnia czyli recenzja Głębia tom 1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *