W pogoni za własnym ogonem czyli Rocket Raccoon solo!

Fenomen Strażników Galaktyki trwa w najlepsze. Dlatego Marvel wyciska z bohaterów to co się da. Tym razem padło na Rocket Raccoona czyli futrzaka z dużą ilością broni i zdolnością wpadania w najgorsze kłopoty. Solowy tytuł z jego przygodami to istna bomba. Rocket i Groot powracają w wyjątkowej opowieści o swoich kosmicznych przygodach!

Czy solowe przygody to poszczególnych bohaterów drużyn to odcinanie kuponów? Z pewnej strony tak, Marvel jak każde wydawnictwo stara się trzymać na fali sukcesów. Z pośród kosmicznej bandy Strażników Galaktyki najwięcej sympatii zagarną Groot i Rocket Raccoon. Dlatego nie trudno było się domyślić, że pojawi się solowy komiks o przygodach tego duetu. Czy Skottie Young poradził sobie z zadaniem przedstawienia szalonego szopa i jego małomównego partnera? Czy solowe przygody poszczególnych strażników to dobry pomysł? Niebawem się przekonacie.

Szop i Ent.

Jak to zwykle bywa, każde zadanie ma swoje konsekwencje. Gdy Rocket nagle dowiaduje się, że jest ścigany przez przedstawicieli prawa w całej galaktyce oraz armię wściekłych byłych sympatii, wie że coś jest nie tak. Wydaje mu się, że został pomylony z innym kosmicznym szopem, jednak jest to niemożliwe. Jak sam twierdzi jest jedyny w swoim rodzaju i niemożliwością jest aby istniał ktoś jeszcze. Musi dać z siebie wszystko i rozwiązać sprawę tajemniczego sobowtóra zanim ścigający go prześladowcy dobiorą się do niego.

W pogoni za własnym ogonem to szalona przygoda przy, której nikt się nie będzie nudził. Rocket oczywiście z Grootem starają się rozwiązać problem sobowtóra. Ale jak zwykle nic nie może iść według planu. Trafiają nie tylko do więzienia ale również na gangsterów, którym oczywiście szop wisi grubą gotówkę. Pościgi, wybuchy i rozwałka to elementy składowe tego komiksu. Nie zabrakło również innych opowieści w tym wydaniu. Jedna z nich to przygoda niczym poszukiwanie pirackiego skarbu opowiedziana z perspektywy Groota. I zdecydowanie to najlepszy pomysł na alternatywną historię jaką czytałem od bardzo dawna. Ostatni zeszyt wchodzący w skład tego wydania to również krótka humorystyczna opowieść z genialną puentą.

Za scenariusz jak i rysunki odpowiada Skottie Young, przynajmniej w większości. Trzeba przyznać, że nie wyobrażam sobie innego autora do tak szalonego tytułu. Spokojnie można to porównać do Loony Toons w kosmiczny wydaniu. Young wie na co może sobie pozwolić zarówno pod względem fabularnym jak i graficznym. Nie ma tu granicy absurdu dzięki czemu z każdą stroną jesteśmy zaskakiwani zupełnie czymś nowym i bardziej szalonym niż poprzednio. Hitem jest pojazd jakim poruszają się nasi bohaterowie, przypomina on połączenie cadillaca z rybami i innymi morskimi stworzeniami. A strzelanie z czerwonej ryby jest w tym układzie rzeczą normalną. Skottie Young zaskakuje, nie daje czytelnikowi szansy na nudę, a fabuła pędzi niczym gigantyczny głaz z Indianą Jonsem.

Szalona kreskówka.

Tak jak wspominałem wcześniej rysunkami zajmuje się również Skottie Young co jest bardzo pozytywne, gdyż może ona w pełni oddać wizję tego co napisał. Dokładnie wie co chce stworzyć i jak to ma wyglądać już podczas pisania. Jego prace są szalone tak jak główny bohater, dzięki czemu nie wiemy czego się spodziewać dalej. jego styl jest prosty, kreskówkowy bo taka jest ta opowieść. Przerysowana i to w każdym calu. Mnie styl Younga odpowiada, pasuje i nie wyobrażam sobie tej przygody w realistycznym wykonaniu. Warto również wspomnieć, że przygody Rocketa rysuje również Jake Parker, którego styl również w klimatach serialu animowanego. Prace Parkera są łagodniejsze jeżeli chodzi o kreskę, bohaterowie jak i otaczający świat są mniej szorstcy.

Niekończąca się opowieść.

Trzeba przyznać, że Wielka Kolekcja Komiksów Marvela nieźle sobie radzi na naszym rynku wydawniczym. Kilkakrotnie była już przedłużana, dzięki czemu możemy teraz przeczytać przygody Rocket Raccoona. 141 bo taki numer nosi tom to trzeba przyznać sporo. Jak zwykle komiks wydany jest w twardej okładce z grafiką na grzbiecie tworzącą ilustrację. Oczywiście nie zabrakło wstępniaka autorstwa Marco M. Lupoi, jak również małego streszczenia co się stało przed wydarzeniami z tego komiksu. Jeżeli chodzi o dodatki, to Wielka Kolekcja zawsze stała na wysokim poziomie. A tu mamy rozczarowanie. Poza okładkami alternatywnymi i propozycjami gdzie można jeszcze poczytać o szopie nie ma nic. A szkoda bo to był zawsze największy plus tego wydania.

Dawno już nie kupowałem Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, a to za sprawą kilku czynników. Pierwszy, zaczęły pojawiać się duble, które już posiadam. Drugi, bardzo słabe propozycje, i nie mówię tu o retro komiksach ale o historiach, które naprawdę można śmiało ominąć bo nic nie wnoszą. Po trzecie i ostatnie to brak miejsca na półkach, co chyba spotyka, każdego fana komiksu. Dlatego też dobieram tytuły, które są interesujące albo fabularnie, albo graficznie. W tym przypadku przygody kosmicznego szopa spełniają ku mojemu zaskoczeniu oba kryteria. Przy tym komiksie nie da się nudzić, a uśmiech sam pojawia się na twarzy czytelnika. Właśnie tak wyobrażałem sobie przygody tego duetu. Lekka i miła lektura z porządną dawką humoru. Zdecydowanie polecam! Nawet dla samej opowieści z perspektywy Groota.

Ocena: 8/10

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *