Sam Strach – Fear Itself
Sam strach to jedno z tych wydarzeń Marvela, które najlepiej oddają ducha epoki, w której powstało. Mówimy tu o czasie intensywnej eksploatacji formuły crossoverów czyli wielkich, spektakularnych narracji obejmujących niemal całe uniwersum wydawnicze. Po sukcesach takich eventów jak Civil War, Tajna Inwazja czy Siege, Marvel potrzebował kolejnego „globalnego kryzysu”. Tak narodził się Fear Itself, w Polsce znany jako „Sam strach”.
W Polsce komiks ten został wydany w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela od Hachette. Ukazał się w dwóch tomach, co miało zarówno swoje zalety, jak i ograniczenia. Z jednej strony czytelnik otrzymał spójną, zamkniętą opowieść bez konieczności polowania na zeszyty i tie-iny. Z drugiej część kontekstu i rozgałęzień fabularnych została siłą rzeczy uproszczona. To sprawia, że polskie wydanie jest przystępne, ale jednocześnie nieco ubogie względem oryginalnego chaosu eventowego. A w tym przypadku bardzo dużo się działo.
Sam strach – epickie wydarzenie?
Pod względem fabularnym Sam strach opiera się na bardzo klasycznym założeniu. Świat staje wobec zagrożenia o skali niemal apokaliptycznej, a bohaterowie muszą zmierzyć się nie tylko z przeciwnikiem, lecz także z własnymi słabościami. Tytułowy strach funkcjonuje tu jednocześnie jako realna siła i metafora. W teorii brzmi to jak obietnica psychologicznej głębi. W praktyce Marvel wybiera bardziej dosłowną drogę. Strach zostaje sformułowany w postaci magicznych młotów, transformacji i widowiskowych bitew.
Główny antagonista Serpent jest figurą archetypiczną, niemal baśniową. To nie tyle postać, co koncept: personifikacja lęku, chaosu i destrukcji. Jego obecność destabilizuje świat Marvela na poziomie symbolicznym, ale scenariusz rzadko pozwala temu symbolizmowi wybrzmieć w pełni. Zamiast tego narracja ucieka w akcje, większe wybuchy, potężniejsze transformacje, bardziej dramatyczne starcia.
Najciekawszym aspektem komiksu Sam strach są nie same wydarzenia, lecz ich konsekwencje. Niestety właściwie to, jak szybko Marvel próbuje je zneutralizować. Event ten miał w zamyśle wstrząsnąć uniwersum. Niektóre decyzje fabularne rzeczywiście miały ciężar emocjonalny, ale w dłuższej perspektywie okazały się zaskakująco nietrwałe. Marvel, jak to często bywa, cofnął wiele zmian lub wchłonął je w kolejne rebooty i relaunchy.
Nie ma się czego bać!
Czy Sam strach naprawdę coś zmienił? Cóż niekoniecznie. Event ten wzmocnił trend, w którym mitologiaa zaczęła być wykorzystywana jako szybki sposób na podniesienie stawki. Thor i Asgard zostali wciągnięci w centrum uniwersum bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednocześnie jednak wydarzenie to pokazało ograniczenia tej strategii. Bez solidnego fundamentu psychologicznego nawet najbardziej apokaliptyczne zagrożenie traci wagę.
Warto też zauważyć, że Sam strach funkcjonuje jako punkt graniczny pomiędzy dwoma modelami Marvela. Starszym, opartym na długofalowych konsekwencjach, i nowszym, opartym na cyklicznych resetach. To event, który jeszcze udaje, że zmienia wszystko, ale już zdradza symptomy narracyjnej ostrożności wydawcy.
Od strony wizualnej komiks reprezentuje wysoki, ale bezpieczny poziom. Kadry są dynamiczne, monumentalne, nasycone patosem. To estetyka blockbustera sprawna, efektowna, lecz rzadko eksperymentalna. Brakuje tu formalnej odwagi, która mogłaby podkreślić psychologiczny ciężar tematu. Zamiast tego otrzymujemy klasyczny marvelowski rozmach. Wielkie postacie, wielkie emocje, wielkie katastrofy i wielkie wybuchy.
Czy warto sięgnąć po Sam strach?
Jeżeli chodzi o polskie wydanie tego komiksu to dostaliśmy je w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Pomimo wydania w dwóch tomach niestety dostajemy samą historię główną. Brak tu pobocznych wątków przez co jak to zwykle bywa w przypadku tego rodzaju wydarzeń czytelinicy sporo tracą. Przez co momentami mamy duże przeskoki fabularne, a niektórzy Godni nie są to eksplorowani. Ich przygody śledzimy w ramach Tie-in’ów. To komiks, który udaje głębię, ale boi się ją naprawdę eksplorować.
Sam strach nie jest złym eventem. Pokazuje jednak, jak Marvel balansuje pomiędzy ambitnym projektem a komercją. To opowieść o strachu, która sama boi się radykalnych zmian. Bo owszem dostajemy tu mocne uderzenia, gdzie zbieramy szczęki z podłogi. Jednak dość szybko jest to cofane. Jest to pewnego rodzaju apokalipsa, która nie może pozwolić sobie na trwałe zniszczenia. Dla jednych będzie to wydarzenie pełne akcji i mitologicznego rozmachu. Dla innych dowód na to, że Marvel w tamtym okresie coraz bardziej zmieniał swoją narracje. Tak czy inaczej, Sam strach to ważna pozycja i całkiem zgrabnie napisana historia.
Ocena: 7/10
- Tytuł: Sam Strach – Fear Itself
- Scenariusz: Matt Fraction, Ed Brubaker, Jeff Parker
- Rysunki: Stuart Immonen, Scott Eaton
- Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
- Wydawnictwo: Hachette Polska
- Data wydania: 06.04.2016 (tom 1), 27.07.20216 (tom 2)
- Liczba stron: 176
- Cena: 39,99 zł