Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady Tom 1
Era „Odrodzenia” miała być dla DC Comics momentem powrotu do korzeni, odbudowania relacji czytelników z bohaterami i ponownego nadania poszczególnym seriom wyrazistej tożsamości. Nic więc dziwnego, że również Liga Sprawiedliwości otrzymała historię, która miała od pierwszych stron pokazać skalę ambicji nowego etapu. Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady Tom 1 Bryana Hitcha zdecydowanie nie jest komiksem skromnym. Problem w tym, że rozmach nie zawsze idzie w parze z jakością narracji.
Superman – największy bohater, jakiego znał świat – nie żyje. Zginął, broniąc Ziemi. Teraz członkowie Ligi Sprawiedliwości muszą walczyć bez jego wsparcia. Na szczęście pojawia się nowy Człowiek ze Stali – doświadczony heros z nieistniejącego już wszechświata. Dla Batmana, Wonder Woman i innych członków Ligi nowy Superman jest jednak kimś obcym. Podobnie jak młodzi Green Lanternowie, zastępca starego Supermana musi się wykazać, by zostać zaakceptowanym przez grupę herosów. Co więcej, musi zrobić to szybko, bo nadciąga zagrożenie, z jakim członkowie Ligi do tej pory nie mieli do czynienia. Zostają uruchomione maszyny zagłady, które mogą unicestwić planetę i przemienić ludzi w żywą broń.
Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady Tom 1 – o czym jest komiks?
Historia rozpoczyna się od serii niezwykłych katastrof. W różnych miejscach świata dochodzi do trzęsień ziemi i innych niewytłumaczalnych zdarzeń, a ludzie zaczynają zmieniać się w niebezpieczne, niemal mechaniczne istoty. Liga Sprawiedliwości szybko orientuje się, że nie ma do czynienia z przypadkowymi atakami. Za wydarzeniami stoi znacznie większe zagrożenie – tajemnicza Rodzina. Ich pojawienie się związane jest z koncepcją czterech fundamentalnych sił, które mają znaczenie dla funkcjonowania całego świata DC.
Pomysł jest niewątpliwie ciekawy. Bryan Hitch próbuje stworzyć zagrożenie, które nie sprowadza się do kolejnego superzłoczyńcy chcącego podbić Ziemię. Rodzina ma bardziej abstrakcyjny charakter, a ich działania sugerują, że stawką jest coś znacznie większego niż los pojedynczego miasta czy nawet planety. Właśnie tutaj pojawia się jednak największy problem albumu. Koncepcja jest zdecydowanie ciekawsza niż sposób jej rozwinięcia.
Czytelnik bardzo szybko zostaje zasypany kolejnymi informacjami, nazwami i wydarzeniami, ale nie zawsze otrzymuje wystarczająco dużo czasu, żeby zrozumieć ich znaczenie. Fabuła pędzi do przodu, przechodząc od jednej spektakularnej sceny do następnej. Zamiast stopniowego budowania tajemnicy otrzymujemy serię elementów większej układanki, których znaczenie staje się jasne dopiero znacznie później.
Tym bardziej szkoda, że na drugim planie pozostają sami członkowie Ligi. Skład drużyny jest interesujący. Obok Batmana, Wonder Woman, Flasha i Aquamana pojawia się Superman w nowej dla tego zespołu sytuacji, a ważną rolę otrzymują również Jessica Cruz i Simon Baz. To właśnie obecność dwójki Zielonych Latarni mogła być świetnym punktem wyjścia do pokazania nowej dynamiki zespołu. Niestety, Hitch zdecydowanie więcej uwagi poświęca zagrożeniu niż relacjom pomiędzy bohaterami.
Liga Sprawiedliwości – wielki powrót?
Liga Sprawiedliwości powinna być czymś więcej niż grupą niezwykle potężnych postaci stojących obok siebie podczas kolejnych walk. Najciekawsze historie tej drużyny zawsze wykorzystywały różnice charakterów, odmienne światopoglądy i napięcia pomiędzy jej członkami. W Maszynach zagłady takich momentów jest zdecydowanie za mało. Kiedy już się pojawiają, pokazują, jak dużo można było z tego materiału wycisnąć.
Szczególnie dobrze wypadają spokojniejsze sceny związane z nowym Supermanem i Batmanem. To właśnie w nich można dostrzec potencjał bardziej osobistej historii. Opowieści o bohaterach próbujących odnaleźć się w nowej rzeczywistości i zrozumieć, jak powinien funkcjonować zespół po zmianach, które zaszły w uniwersum DC. Szkoda, że podobnych fragmentów nie ma więcej.
Jeżeli jednak potraktować album przede wszystkim jako widowisko, sytuacja wygląda znacznie lepiej. Monumentalne kadry, ogromne konstrukcje, potężne postacie i sceny katastrof robią odpowiednie wrażenie. To jeden z tych albumów, które zdecydowanie lepiej ogląda się na dużych, pełnostronicowych planszach niż czyta jako zwykłą sekwencję wydarzeń. Warstwa wizualna jest zresztą jednym z najważniejszych powodów, dla których warto dać temu komiksowi szansę.
Nie oznacza to jednak, że komiks jest pozbawiony charakteru. Wręcz przeciwnie. Widać tutaj próbę stworzenia większej mitologii związanej z naturą mocy, pochodzeniem niezwykłych zjawisk oraz miejscem samych bohaterów w strukturze uniwersum. Problem polega raczej na tym, że pierwszy tom dopiero otwiera te drzwi. Wiele interesujących pomysłów zostaje zasygnalizowanych, ale nie otrzymuje wystarczającej przestrzeni, aby naprawdę wybrzmieć.
DC Odrodzenie vs. Liga Sprawiedliwości
Ostatecznie Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady Tom 1 pozostawia mieszane, ale zdecydowanie nie negatywne wrażenia. To album efektowny, pełen rozmachu i interesujących koncepcji, który najlepiej sprawdza się wtedy, gdy przestajemy oczekiwać pogłębionej historii każdego bohatera i pozwalamy się porwać widowisku. Jako początek większej sagi działa całkiem dobrze, ponieważ pozostawia kilka interesujących pytań. Jako samodzielna opowieść jest już znacznie mniej satysfakcjonujący.
Największym problemem nie jest więc brak pomysłów, lecz ich nadmiar. Komiks pokazują, że DC chciało rozpocząć Odrodzenie z hukiem. Szkoda tylko, że za tym hukiem nie zawsze nadąża równie mocna narracja.
Ocena: 5/10
- Tytuł: Liga Sprawiedliwości: Maszyny zagłady Tom 1
- Scenariusz: Brian Hitch
- Rysunki: Tony S. Daniel, Sandu Florea, Tomeu Morey
- Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
- Wydawnictwo: Egmont
- Data wydania: 11.10.2017
- Liczba stron: 144
- Cena: 39,99 zł