Recenzje KomiksówStar Wars Komiks

Star Wars: Inkwizytorzy

Inkwizytorzy zajmują interesujące miejsce w uniwersum Star Wars. Wygląda na to, że powstali z potrzeby dania bohaterom przeciwnika z mieczem świetlnym, którym nie jest Darth Vader. Przecież jeśli Ahsoka Tano, Kanan Jarrus i Ezra Bridger walczyliby z Vaderem cały czas, osłabiłoby to jego znaczenie. Inkwizytorzy wpadają więc w podobną, niemal łamiącą Zasadę Dwóch strefę, co wcześniej Asajj Ventress. Teraz dostajemy w swoje ręce komiks Star Wars: Inkwizytorzy, który ma nam przybliżyć tych antybohaterów. Jak wypada? Czy warto po niego sięgnąć?

Inkwizytorzy to źli użytkownicy Mocy, dzierżący czerwone miecze świetlne, którzy technicznie nie są Sithami. Poza tym jednak niewiele ich definiuje. Ani jako jednostki, ani jako grupę. Daje to sporo przestrzeni do eksplorowania ich motywacji i charakterów, ale poza postacią Reva Sevander w serialu Obi-Wan Kenobi żaden projekt naprawdę się tego nie podjął. Niezależnie od tego, czy taki był zamiar, czy nie, budując tę miniserię wokół nich, Star Wars: Inkwizytorzy ma szansę zgłębić ten obszar.

Bezlitośni inkwizytorzy, rozesłani przez Imperium po galaktyce, żeby wytropić i zabić każdego Jedi, który przeżył rozkaz 66, stanowią śmiercionośne zagrożenie dla wszystkich działających po jasnej stronie Mocy. Annały Jedi skrywają jednak historię pewnego nieustraszonego rycerza. Tensu Run zmierzył się niegdyś z inkwizytorami i Darthem Vaderem. Co się stało z Runem i dlaczego Imperium tak bardzo obawiało się jego istnienia? Z jakiego powodu figuruje on na liście najbardziej poszukiwanych przez Mrocznego Lorda Sithów? Mimo że Vader zwiększa presję, Tensu pozostaje oddany misji odbudowy Zakonu Jedi!

Star Wars: Inkwizytorzy – one shot

A jednak, dość ironicznie, tak naprawdę nie jest to historia o Inkwizytorach. Zamiast tego komiks skupia się na Tensu Runie. Ocalały z Rozkazu 66, Run jest przedstawiony jako swego rodzaju proto-Luke Skywalker. Dzięki bohaterskiej misji ratunkowej pokazanej w długiej retrospekcji, stał się kimś w rodzaju legendy w całej galaktyce. Do tego stopnia, że Darth Vader obawia się jego rosnącej „politycznej” siły, co skłania go do uczynienia Tensu Runa głównym celem Inkwizytorów. Oczywiście na czas trwania tej miniserii.

komiks Star Wars: Inkwizytorzy

Z jednej strony to interesujący ruch ze strony scenarzysty Rodney Barnes. Daje czytelnikom postać, której mogą kibicować. Oryginalnego bohatera z przestrzenią do rozwoju zgodnie z potrzebami historii, bez obawy o kolizję z wydarzeniami w chronologicznej Star Wars. Dzięki dość szkicowo zarysowanej obsadzie drugoplanowej Run zostaje osadzony blisko fantastycznej tradycji rycerskiej, która inspirowała Rycerzy Jedi. Ma w zasadzie giermka i pomocnika, kapłana, starszego mistrza, od którego może szukać wskazówek, oraz rosnącą grupę uchodźców z Imperium, którzy liczą na jego ochronę. Jest w tym archetypiczna czystość.

Z drugiej jednak strony stworzenie Tensu Runa sprawia, że często jest on znacznie ciekawszą postacią niż którykolwiek z Inkwizytorów. Barnes daje nam co jakiś czas wgląd w motywacje poszczególnych Inkwizytorów, ale i tak bledną one w porównaniu z wysiłkiem włożonym w rozwinięcie Runa. W samej koncepcji Inkwizytorów tkwi potencjał. Wizja byłych Jedi, którzy przechodzą na Ciemną Stronę i zwracają się przeciw swoim dawnym braciom, jest fascynująca. Ten komiks powinien przynieść duże korzyści dla Inkwizytorów. Jednak jest inaczej.

Ciemna strona komiksu

Pisanie serii skupionej na złoczyńcach jest trudne. To postacie stworzone jako antagoniści, istniejące w relacji do bohaterów, którym mają się przeciwstawiać. Odwrócenie tej dynamiki i uczynienie złoczyńcy protagonistą jego własnej historii wymaga więcej pracy niż tylko poświęcenia mu większej liczby stron niż bohaterowi. Historia musi być napisana tak, by wspierać złoczyńcę jako główną postać. A to w tym przypadku się jednak nie dzieje. A szkoda ponieważ potencjał był bardzo duży.

Star Wars: Inkwizytorzy komiks

Za rysunki odpowiada Ramon Rosanas, który w zabawny sposób przeskakiwał w ostatnich latach między komiksami Star Wars wydawanymi przez Marvel Comics a seriami Star Trek od IDW Publishing. Jego prace, zarówno tutaj, jak i gdzie indziej, są solidne, choć nienarzucające się. Styl jest bardzo czysty i szczegółow. Tła są głębokie i zróżnicowane, a w scenach zbiorowych nawet drugi plan jest interesujący.

Z pewnością czytanie czterech zeszytów o Inkwizytorach bezmyślnie eliminujących niedoświadczonych uchodźców Jedi nie byłoby szczególnie angażujące. Potrzebują oni własnego powracającego przeciwnika. Choć Tensu Run jest intrygującą postacią, to bohater, który mi nie przypadł do gustu. Jest on dla mnie zbyt rycerski. I nie mówie tu o rycerzach Jedi. Nie ma też co ukrywać, że jego historia sama w sobie by się nie spredała jako osobna miniseria bez Inkwizytorów w tytule. A jego los od początku był przesądzony.

Czy otrzymamy jeszcze jakieś przygody Tensu Runa? Nie sądze, i szczerze mówiąc chyba bym po nie nie sięgnął. Komiks Star Wars: Inkwizytorzy mocno mnie rozczarował. Liczyłem zupełnie na coś innego, a otrzymałem średnią opowieść z Inkwizytorami w tle.

Ocena: 5/10

Star Wars: Inkwizytorzy okładka

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

logo egmont