Kto dzierży młot? czyli Thor w wersji żeńskiej tom 2

Przyszedł czas na odpowiedzi. Nawet Odyn nie ma pojęcia kto obecnie dzierży magiczny młot oraz kim tak naprawdę jest Thor. Jason Aaaron odsłania czytelnikowi kolejne karty swojej historii w świecie Nordyckich Bogów! Kto jest godzien? Czas na odpowiedzi na, które wszyscy czekaliśmy od dawna!

Kto dzierży Młot? To pytanie rozbrzmiewa od wydarzeń jakie mieliśmy przyjemność przeczytać w komiksie Grzech Pierworodny. Thor stał się niegodny a tajemnicza kobieta stała się nowym Thorem. W drugim tomie nareszcie otrzymamy odpowiedź kim ona jest i dlaczego ukrywa swoją tożsamość. Oczywiście nie od samego początku bo Jason Aaron nie wykład wszystkich kart na stół. Prawdziwy scenarzysta tak jak i pokerzysta musi budować napięcie. Kto dzierży Młot? Zaraz się przekonacie czy warto rozwiązać tę zagadkę.

Odkąd Thor nie był w stanie podnieść swojego ukochanego oręża nie ustaje w wysiłkach aby odkryć prawdziwie imię kobiety, która przejęła jego rolę. W Asgardzie też nie jest kolorowo. Narasta konflikt pomiędzy Odynem a jego żoną Freyją, która staje po stronie nowej superbohaterki. Sprzeciwia się tym samym planom swojego męża narażając się na gniew Wszechojca. Tymczasem Malekith, mroczny elf zawiera kolejne groźne przymierza, które mogą prowadzić do wojny w Midgardzie. Na domiar złego nowa Thor musi zmierzyć się z niepokonanym Niszczycielem, który jest sterowany przez potępionego brata Odyna.Thor Gromowładna tom 2

Kolejny tom przygód boga, a w zasadzie bogini gromów napisany przez Jasona Aarona. Kontynuuje on swoją opowieść w miejscu, gdzie ostatnio zostawiliśmy główną bohaterkę. Sam tytuł nakierowuje czytelnika czego dowiemy się w tym tomie i muszę przyznać, że dal osób, które nie znają tożsamości nowej Thor, może być niezłym zaskoczeniem. Pamiętam swoją reakcje, kiedy przeczytałem w wydaniu amerykańskim, kto kryje się pod hełmem. Jason Aaron jak już wspominałem w innych recenzjach z serii, bardzo dobrze sobie radzi z tym tytułem. Dużo lepiej sobie radzi z opowieściami superbohaterskimi niż z moimi ukochanymi Gwiezdnymi Wojnami. W tym tomie skupia się na ujawnieniu tożsamości Thor oraz dojścia do punktu zero, związanego z Bitewnym Światem. Niestety przez to cierpi cały album, bo w polskim wydaniu dostajemy również Thor Annual #1 i What if? (1977) #1. Obie opowieści to dopychacze, które standardowo powiększają zawartość całego albumu.

Zarówno Thor Annual jak i What if? to nie są złe opowieści. W obu przypadkach opowieść skupia się na postaciach kobiecych co bardzo dobrze wpisuje się w konwencję całego tomu.

Jeżeli chodzi o stronę wizualną tego tomu to po raz kolejny odpowiada za nią Russell Dauterman. Znany oczywiście z poprzednich historii o Gromowładnym. W jego pracach widzimy dużo realizmu, o ile można to powiedzieć o komiksach superbohaterskich zmieszanych z fantastyką. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo żywa kolorystyka dzięki której świat tworzony przez Russella Dautermana jest po prostu magiczny.

Jeżeli chodzi o sam album wydany przez Egmont, Thor: Kto dzierży Młot? nie odbiega od innych pozycji Marvela. Standardowo dostajemy lakierowaną okładkę ze skrzydełkami na których znajdują się informacje o autorach i spis innych komiksów. Oczywiście na samym końcu zamiast zapowiedzi kolejnego tomu widzimy Tajne Wojny, bo do tego dążył Egmont. Ciekawostką jest to, że w przypadku tego tomu nie ma w nim reklam czy chociażby przedstawienia innych tytułów w, których występuje Thor. Przyznam, że mnie to zaskoczyło.

Czy Thor: Kto dzierży Młot? to dobry komiks? Owszem, chociaż nie dla wszystkich. Ten bohater, a w sumie obecnie bohaterka to specyficzna postać. Tak samo jak język, którym się posługują mieszkańcy Asgardu. Osobiście jestem fanem tego bohatera od bardzo dawna. Zanim stał się modny dzięki kinowemu uniwersum. Opowieść o żeńskiej wersji Thor tak naprawdę dopiero raczkuje, a Marvel nie jest zbyt pewny czy to był dobry pomysł. W albumie nie zabrakło widowiskowych kadrów akcji, które naprawdę cieszą oko, a dwa dodatkowe komiksy nie przeszkadzają. Na pewno nie potraktujemy ich jako wypełniacz czy zapychacz tomu, chociaż na początku może się tak wydawać. Zdecydowanie warto sięgnąć po ten album przed Tajnymi Wojami!

Ocena: 7/10

Dziękuję wydawnictwu Egmont za udostępnienie egzemplarza do recenzji.